Bartek, lat 36



To było postanowienie na 30 urodziny: wreszcie zrobić coś dla siebie. Coraz częściej doskwierały mi bóle kręgosłupa i dolegliwości korzonkowe. Bez cotygodniowej wizyty u masażysty kiepsko funkcjonowałem; intensywna , stresująca praca nie poprawiała sytuacji. Nieregularny aż nazbyt aktywny wypoczynek powodował więcej kontuzji niż przynosił pożytku. Na dodatek oprócz uczulenia na pyłki, kurz itp. do czego w miarę się przyzwyczaiłem ujawniła się bardzo intensywna alergia pokarmowa. Żyłem w nieustannej obawie że zjedzenie czegokolwiek na co jeszcze wczoraj nie byłem uczulony a dziś mogę być skończy się wstrząsem a może i gorzej. No i wreszcie znalazłem, a właściwie to tai chi znalazło mnie.

Nie wiem jakim cudem co tydzień znajdę wolny wieczór, ale musze spróbować. Pierwsze zajęcia : sala gimnastyczna w szkole w śródmieściu, ok. 30 pań w mocno średnim wieku, na szczęście instruktor to mężczyzna, nie dużo starszy ode mnie. Mówi niewiele, głównie pokazuje ruchy a my je powtarzamy. Miły człowiek ale wygląda na takiego co mógłby postarać się o lepszą pracę - przy składce którą zapłaciłem musi dostawać grosze.

Kolejne zajęcia : coraz więcej ruchów do zapamiętania, starszym paniom idzie jakoś niepokojąco dobrze - znaczy się lepiej ode mnie. W przerwie nasz instruktor opowiada o stowarzyszeniu - niewiele mnie to obchodzi - interesują mnie tylko ćwiczenia ale wypada posłuchać.

 



No i sprawa się wyjaśniła - wszyscy instruktorzy w tej organizacji, o której powiedział ze jest " nie nastawiona na zysk" uczą społecznie - bez wynagrodzenia..... Niesamowite, rozumiem żeby facet był emerytem ale już wiem że jest czynny zawodowo a po pracy jeszcze mu się chce uczyć obcych ludzi chińskiej gimnastyki. Chyba muszę mu podziękować po zajęciach.

Mijają trzy miesiące. Mój grzbiet - prawie o nim zapomniałem, w ogóle nie boli.Po dłuższej przerwie pobiegłem do masażysty. Ten jak zawsze zakasał rękawy i z westchnieniem przystąpił do walki z moimi zazwyczaj napiętymi jak kamień mięśniami. - Panie Bartku, ja tu nie mam nic do roboty. - usłyszałem po chwili. Minął roku ,ćwiczę już 2 razy w tygodniu, wyrzuciłem wkładki ortopedyczne z butów (o płaskostopiu nie mówiłem). Przestałem ścinać obcasy w butach a nogi i plecy przestały mnie boleć po dłuższym marszu z plecakiem.

Po dwóch latach zauważyłem wyraźną poprawę koordynacji ruchowej i równowagi oraz ogólnej wydolności. Osiągam dużo lepsze rezultaty w ulubionych sportach. Kolarstwo górskie, narty, konie przestały być dla mnie tak urazowe. Zawsze byłem chorowitym dzieckiem, obowiązkowe infekcje górnych dróg oddechowych i grypy z wysoką gorączką stały się obowiązkowym rytuałem kilka razy do roku nawet w dorosłym życiu... Od trzech lat ani razu nie miałem gorączki. 

 



A co z alergią? Cudów nie ma, nie zmieniła się - jaka była taka jest. To ja się zmieniłem - nauczyłem się z nią żyć - nabrałem dystansu. Potrafię z większym spokojem akceptować rzeczy , na które nie mam wpływu.Dwa lata temu poczułem, że dostałem tak dużo że chce się tym podzielić z innymi.

Co poniedziałek po pracy biegnę uczyć innych tai chi.

Bartek 

  © 2008 STTC www.augustyniaq.pl