Frances, Edynburg, lat 65
 Zaskoczyło mnie, oczekiwałam dobrych ćwiczeń zarówno fizycznych jak i duchowych. To, co początkowo znalazłam, było wyzwaniem, uczenie się ciągu bez słów, uczenie się z komórek ciała i odpuszczenie myślenia. Wiele czasu na początku spędziłam na złoszczeniu się.
Później zaczęło to nabierać sensu. Bardzo szybko zaczęłam odczuwać korzyści, mój metabolizm przyspieszył, a gdy przeniosłam się z grupy początkującej na kontynuującą, poczułam więcej siły i wtedy to zaczęło mieć sens.
Miałam trudności z brakiem pewności siebie, zwłaszcza w swoim ciele, ale w Stowarzyszeniu jest właśnie ta otwartość i akceptacja by być tym, kim się jest. Ludzie akceptują cię bez osądzania. Pomogło mi się uspokoić i czuć mniej złości. Mogę po prostu „puścić”. To proces uczenia się, trzeba sprostać ślepym uliczkom ale można znaleźć drogę. W procesie nauki ciągu, zaakceptowałam brak potrzeby jego zapamiętania i dopiero wtedy mogłam się cieszyć rozciąganiem i pracą w grupie.
Jedna z moich sióstr miała zapalenie stawów, ja dwiczyłam tai chi jako środek zapobiegawczy. Obecnie artretyzm zaczął się pojawiać i u mnie ale czuję, że dopadłby mnie o wiele mocniej, gdybym nie ćwiczyła tai chi.
Umysłowo Taoistyczne Tai Chi ™ działa głęboko. Zawsze miałam dosyć ambiwalentny stosunek do życia. Tai Chi jest tą pozytywną stroną, iż życie ma sens i że nie jest się samemu. Dociera do rdzenia i powstrzymuje moje negacje, takie jak to że jestem zbyt stara i takie tam. Jak pójdę na tai chi, zrobię ciąg, czuję się lepiej.
Frances, Edynburg, lat 65
  © 2008 STTC www.augustyniaq.pl